Po co ćwiczyć samoobronę?

Opublikowane przez Tomasza Strojnego | gru 14, 2017

Witam Cię w kolejnym wpisie z serii Po co ćwiczyć?. Jeżeli nie czytałeś poprzednich wpisów, to zapraszam Cię do:

W tym wpisie postaram się zawęzić zakres swoich rozważań do kwestii ćwiczenia samoobrony.

self-defense-1024x683.jpeg

Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek przyjdzie mi pisać wpis o takiej tematyce. Zawsze byłem przekonany, że jest to sprawa oczywista. Zauważyłem, że tak nie jest dopiero jak zacząłem prowadzić treningi Jujutsu i zapraszać różne osoby na swoje treningi - ludzie odmawiają w przeróżny sposób :).

Te bardziej popularne "odmówienia" postaram się omówić w kolejnym wpisie z tej serii, który zatytułowałem Po co ćwiczyć Jujutsu?. Jednak w tym wpisie chciałbym poruszyć temat charakteru takich rozmów, a nie konkretnych wypowiedzi. Otóż słychać w tonie i widać w zachowaniu moich rozmówców, że oni po prostu nie widzą sensu takich zajęć. I to jest temat, który chcę dzisiaj poruszyć. Czyli odpowiedzieć na pytanie (stawiane często niewerbalnie):

Po co mi samoobrona?

Wielu osobom przychodzi do głowy, że umiejętność tańca może się przydać w życiu. Są w związku z tym w stanie poświęcić swój czas, pieniądze oraz energię zapisując się na kurs i uczestnicząc w wieczornych zajęciach. Z jakiegoś powodu jednak niezbyt często przychodzi im do głowy, że umiejętność samoobrony też się może przydać. Ba, może nam nawet uratować życie, czego o umiejętności tańca raczej powiedzieć nie można.

Żeby była jasność, nie krytykuję osób, które uczestniczą (-ły) w kursach tańca. Wręcz przeciwnie, zawsze zachęcam do uprawiania aktywności fizycznej, pod dowolną postacią. Chodzi mi tylko o pokazanie faktu, iż umiejętność samoobrony jest sprawą dosłownie życia i śmierci. Co prawda nie przyda nam się ona tak często jak taniec, a tak naprawdę najlepiej żeby nie przydała się nigdy, ale według mnie, nawet jeżeli ma się przydać chociaż jeden raz w życiu, to dowód na to, że warto było się poświęcić.

Obojętność w tej kwestii można porównać do podejścia wędkarza łowiącego z łódki, który nie umie i nie ma zamiaru uczyć się pływać.

Przecież od 10 lat siedzę kilka godzin tygodniowo w łódce, nigdy nie potrzebowałem pływania, więc nigdy już nie będę go potrzebował.

Mimo wszystko może się zdarzyć prosta sytuacja, że coś pójdzie nie tak. Ten jeden raz, może się zdarzyć niedopatrzenie, chociażby uszkodzenie łódki, którego nie zauważył jak wypływał. To są sprawy losowe. To że przez 10 lat nic mu się nie zdarzyło, nie znaczy, że przez kolejne 10 będzie tak samo spokojnie.

Głównym punktem, na który chcę zwrócić uwagę to to, że wielu osobom niestety przychodzi do głowy przyjście na kurs samoobrony dopiero jak przydarzy się coś przykrego. Problem w tym, że wtedy może być już za późno.

Lepiej, żeby umiejętność samoobrony nigdy się nie przydała. Ale co zrobisz jeżeli przyda się już dziś wieczorem?

Komentarze

Dodaj komentarz

Informacje o najnowszych wpisach publikuję na moim profilu na Facebook.

Używamy plików cookie w celu zapewnienia najlepszej jakości usług. Kontynuując, wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie.