Po co ćwiczyć bieganie?

Jest to drugi wpis z serii Po co ćwiczyć?. Jeżeli nie czytałeś pierwszego, to zapraszam tutaj: Po co ćwiczyć?. W obecnym wpisie zawężam tematykę poruszoną w poprzednim i biorę na warsztat najbardziej naturalną dla człowieka formę ruchu jaką jest bieganie. Zgodnie z zapowiedzią w poprzednim wpisie, w tym miejscu podlinkuję również wpis Jak ćwiczyć bieganie?, gdzie skupię się bardziej na technice i sposobie biegania. Tutaj spróbuję pokazać, że warto biegać :)

Homo sapiens jest gatunkiem, który ma ciało stworzone do poruszania się na dwóch nogach, w związku z czym chód i bieg to najbardziej naturalne dla człowieka formy ruchu (ktoś jest zdziwiony?). Nie ma drugiej dyscypliny (no może wykluczając szachy i golfa), którą można wykonywać przez tak długo – od młodości do starości i wykonywać to prozdrowotnie.

Jeżeli ktoś uważa, że bieganie jest kontuzjogenne to chciałbym podkreślić, że nie chodzi mi o sport. Tam gdzie pojawia się sport, współzawodnictwo i naginanie możliwości swojego ciała do limitów, tam zawsze są kontuzje. Pisząc bieganie mam na myśli rekreację, w której cieszymy się z każdego postawionego kroku, a nie z dobiegnięcia do mety z dwie i pół godziny.

Próbowałem w życiu wielu różnych aktywności fizycznych i bieganie ma zestaw zalet, który odpowiada mi w wyjątkowy sposób. Przede wszystkim bieganie jest czynnością, którą mogę wykonywać sam, niezależnie od pory dnia i pory roku. Często mi się zdarzało biegać w środku zimowej nocy i nie musiałem nikogo pytać o zgodę, zastanawiać się czy tam gdzie idę będzie otwarte, czy uda mi się znaleźć towarzysza, czy w ogóle mogę to robić. Po prostu zakładam buty i wychodzę.

Co więcej nie ponoszę żadnych dodatkowych kosztów finansowych i nie muszę przeznaczać na to wielu godzin. To również jest dla mnie bardzo istotne, bo jako że jestem dość zapracowanym człowiekiem, nie lubię poświęcać na trening więcej niż półtorej godziny na jeden raz. Poza tym mój trening może trwać tyle ile akurat mam czasu. Niezależnie od tego ile go mam – czy to pół godziny, czy półtorej, wykorzystam go tak jak chcę – albo się zmęczę, albo się delikatnie poruszam.

Ale to co dla mnie najważniejsze w bieganiu to stan, w który wpadam podczas biegu:

  1. Po pierwsze, jest to dla mnie stan medytacji. Telefon zawsze zostawiam w domu, zabieram tylko chusteczki higieniczne. Jestem sam ze sobą i swoimi problemami. Nie ma pomocników, wymagań, presji. Chwila oderwania się od świata zewnętrznego daje bardzo dużo. Niektórzy idą się napić z kolegami. Ja zamiast tego idę pobiegać.
  2. Po drugie, jak biegam to odzywa się w mojej głowie taki mały człowieczek, który ciągle powtarza mi: nie dasz rady, jesteś zmęczony, wszystko Cię boli, skończ już, po co się męczyć?. To taki wewnętrzny głos, który sprawia, że chce się przestać biec. Walcząc z nim uczę się jak iść do przodu nawet kiedy nie wszystko idzie tak jak trzeba.

Jedno jest pewne. Niezależnie od tego ile czasu mam do poświęcenia na trening, zawsze powtarzam sobie, że po tym treningu będę lepszym człowiekiem. Powtarzam to sobie przed, podczas i po każdym treningu.

Za 10 kilometrów dogonię tę lepszą wersję siebie, która przede mną biegnie.

Warto to zrobić.

Podobne wpisy

  1. Po co ćwiczyć?
  2. Po co ćwiczyć samoobronę?
  3. Po co ćwiczyć Jujutsu?

Źródła

  1. Origins of Bipedalism, Kwang Hyun Ko, Hanyang University, South Korea
  2. http://www.scielo.br/scielo.php?script=sci_arttext&pid=S1516-89132015000600929
  3. https://news.harvard.edu/gazette/story/2007/04/humans-hot-sweaty-natural-born-runners/
  4. Wypowiedź Willa Smitha na temat małego człowieka pojawiającego się w głowie podczas biegania. Nie mam konkretnego źródła, ale stwierdziłem, że dobrze jest nie przypisywać sobie sentencji kogoś innego.

Dodaj komentarz